Facebook  Twitter  Google+  YouTube  Photo  Kontakt

23-27/08 Nowa Sól

SPOTKANIE Z MIROSŁAWEM ZBROJEWICZEM

SPOTKANIE Z MIROSŁAWEM ZBROJEWICZEM

Mirosław Zbrojewicz to zdecydowanie jeden z najbardziej rozpoznawalnych jurorów na tegorocznym Solaninie. Jego charakterystyczna aparycja i tembr głosu są rozpoznawalne przez większość kinomaniaków, którzy oglądali polskie filmy z lat '90. Spotkanie, które poprowadził niezastąpiony Artur Zaborski trwało blisko godzinę. Znaczna część rozmowy dotyczyła filmu „Chłopaki nie płaczą", który mogliśmy obejrzeć w Nowosolskim Domu Kultury bezpośrednio przed spotkaniem z aktorem.

Artur Zaborski dociekał: „Czy film „Chłopaki nie płaczą" jest kultowy? Postać „Gruchy", w którą się Pan wcielił żyje do dziś? Przechodnie zaczepiają Pana na ulicy, proszą o zdjęcia?" Mirosław Zbrojewicz odpowiedział zgodnie z przewidywaniem publiczności, że tak - „Ludzie mówią, że film jest kultowy. A czy zaczepiają mnie na ulicy? Tak – i to wyłącznie z jego powodu."

Poniżej fragment rozmowy z aktorem.

Artur Zaborski:
Co jest w tym filmie, że uzyskał status kultowego, że przetrwał pośród kilku podobnych filmów z drugiej połowy lat '90, inne filmy jednak odeszły do lamusa, a cytaty z „Chłopaków.." są jednak nadal żywe, publiczność zna dialogi, więc wnioskuję, że nadal jest oglądany, cały czas jest żywy – co jest w nim takiego specjalnego?

Mirosław Zbrojewicz:
Szczerze mówiąc nie wiem. Szczerze odpowiadam, nie bardzo rozumiem na czym polega fenomen tego filmu. Jak sami Państwo widzieliście to jeden z najbardziej oldschool'owych filmów jakie można jeszcze zobaczyć. Film w mojej ocenie realizacji, nie jest najlepszy, widziałem lepsze. Mam wrażenie, że to dialogi zrobiły ten film. Rzeczywiście jest tak, że ludzie czasem jak mnie zaczepiają, to robią to cytatem z tego filmu, którego nawet nie pamiętam. Przyznam się, że nigdy nie obejrzałem tego filmu w całości. Na jedyną projekcję, na którą się wybrałem, żeby obejrzeć go po realizacji, spóźniłem się. Na ogół nie wracam i nie oglądam filmów, w których grałem. Znam go jedynie z fragmentów oraz z cytatów, którymi przerzucają się w szczególności młodzi i bardzo młodzi ludzie. W tej chwili robią to już dzieci osób, które oglądały ten film, gdy powstawał.

AZ:
Doskonale pamiętam gdy ten film wchodził do kin, krytyka kręciła trochę nosem..

MZ:
I słusznie!

AZ:
Pojawił się jeszcze na kasetach VHS, które wpadły w szalony obieg. Jestem ciekawy, czy wychodząc na plan mieliście przeczucie, że powstaje coś unikatowego?

MZ:
Absolutnie nie. Tym bardziej, że film miał znikomy budżet i wydaje się, że w normalnych okolicznościach pieniężnych zarobił na siebie bardzo duże pieniądze w stosunku do tego ile zostało w niego włożone. To była dość skromna produkcja, jedna z wielu w tamtym czasie. Na dokładkę to był film robiony przez Olafa po „Poranku kojota". Nie miałem szczególnego zapału po przeczytaniu scenariusza i obejrzeniu „Poranka..", to po prostu nie moja bajka. Fakt, że ten film jest oglądany do dzisiaj i uzyskał miano kultowego jest zadziwiające.

AZ:
Skoro nie był Pan specjalnie przekonany do produkcji, co przekonało Pana do wzięcia udziału w produkcji?

MZ:
Skłoniło mnie do tego to, że jestem aktorem i to jest mój zawód.

Całość spotkania możecie odnaleźć na naszym profilu na Facebooku, a całą relację ze spotkania z aktorem być może już niebawem znajdziecie w jednym z czasopism.

Fot. Karol Kolba


facebook ݬedzik wykop.pl twitter blip digg google buzz del.icio.us pinger flaker